Czy Polska przegrała z terroryzmem?
Ostatnio irytuje mnie sprawa zabójstwa polskiego inżyniera, porwanego w Pakistanie, do którego dojść nie musiało – nie mam zamiaru pisać jak i kiedy został porwany, gdyż media przez cały weekend informowali o tym.
STOP ACTA
Ostatnio irytuje mnie sprawa zabójstwa polskiego inżyniera, porwanego w Pakistanie, do którego dojść nie musiało – nie mam zamiaru pisać jak i kiedy został porwany, gdyż media przez cały weekend informowali o tym.
Nie tak miał zacząć nowy rok. Nie tak miał być rozwiązany problem palestyńsko-izraelski, konsultowany przez cały czas między USA i UE.
Zaczynam dojrzeć do myśli, że Izarel sobie za dużo pozwala, legitymując prawo do własnego terytorium za wszelką cenę. Tworzył sobie mury, policjanci i Mossad działają niegorzej od aparatu z czasów stalinowskich.
Palestyńczycy również odpowiedzialni za ten konflikt, ślepo wierzą w przywódców, zamiast dokładnie wsłuchać się w Koran. Samobójcze akcje ku czci tego Jedynego, niczym bilet do raju z pełnymi dziewicami.
Sami ugotowali taki los, każdy z nich umrze we własnych gettach, każdego z nich zeżre złość, ślepota.
A ja co mogę? Jedynie uprawiać własny ogródek.
Niedawno bo w sobotę odbył się już 3.Marsz Równości, który zakończył się szczęśliwie dla uczestników, policjantów i antyUczestników. Obszerną relację zamieścił oczywiście MMPoznań, wysyłając dziennikarkę w teren, krótkie podsumowanie zaś napisał Koval.
Jako że kwalifikuję się do osób niepełnosprawnych (lekkiego/średniego stopnia) ze względu na obustronny niedosłuch i wierzcie mi, w porównaniu do pozostałych, jestem naprawdę szczęściarzem, chciałbym wziąć głos w sprawie osób niepełnosprawnych, biorących udział w tejże manifestacji.
W naszym społeczeństwie sprawa legalizacji czy równouprawnienia związków homoseksualnych była, jest i będzie kontrowersyjna ze względu na dotychczasowe osiągnięcia cywilizacyjne polskiego narodu. Osobiście nie ma nic do osób homoseksualnych, mają swoje życie i niech z nim robią co chcą, tyle ze we własnym otoczeniu, kręgu.
Nie da się ukryć, że jest to problem, z który każdy z nas będzie musiał zmierzyć się, nie można przed tym uciec. Patrząc na kraje europejskie, takie jak Holandia czy Hiszpania, gdzie można legalizować związki, mam obawy co do przyszłości naszej cywilizacji, głównie związanych z statusem rodziny, rozwoju ludzkości.
Wracając do kwestii osób niepełnosprawnych, muszę zaprotestować przeciwko wrzucaniu do jednego wora pod hasłem równouprawnienia gejów, lesbijek, feministek i właśnie osób niepełnosprawnych. Interesy poszczególnych wymienionych grup społecznych różnią się ogromnie, tym bardziej poruszane są problemy na różnych płaszczyznach politycznych, społecznych i czysto filozoficznych.
Rozumiem, że główną ideą marszu było równouprawnienie, żądanie równości dla wszystkich niezależnie od rasy, religii, poglądów (…), akurat to rozumiem, a gdyby tak to wszystko rozłożyć na czynniki proste, zrozumielibyśmy o co tak naprawdę chodzi. Jak wynika z komentarzy u Kovala, społeczność gejowska albo była zniechęcona do manifestacji w Polsce, albo uznała że ta forma nie przynosi pożytku a wręcz same negatywy bądz też straciła wroga – Jarosława K. Także liczba osób nie poraża, wręcz można uznać za klęskę happeningu, pomimo że całą trasę pokonali.
Można by wymieniać nieskończenie wiele powiązań między różnymi dziedzinami, należałoby zwrócić uwagę na pewien szczegół, który można potraktować niejako podsumowanie tejże notki. Otóż organizacje homoseksualne i feministyczne bawią się w politykę, natomiast organizacje związane z osobami niepełnosprawnymi walczą o jak najbardziej słuszne sprawy, jakże ważne dla codziennej egzystencji.
Mam nadzieję, że w przyszłości takie organizacje związane z niepełnosprawnymi nie popełnią błędu, a ich członkowie będą ostrożnie w nawiązaniu nowych kontaktów, gdyż ta droga nie jest dla nich rozwiązaniem.
Zajrzyj do:
Dziś Dzień Niepodległości. Co ja będę pisał, wystarczy spojrzeć na tvn24 czy polsat news – wszedzie parady, walki, hasła patriotyczne, które tak naprawdę z rzeczywistością nie mają wspólnego.
Wystarczy przeciętnego mieszkańca zapytać się o dzień dzisiejszy, otrzymujemy oczywistą odpowiedź, ale jeśli zapytać szczegółowo, okazuje się, że nie znamy historii – mylimy się głównie z wydarzeniami II Wojny Światowej, która miała finał w maju 1945 roku, a nie w listopadzie 1918 roku. Wiadomo, że nie każdy lubi historię, nie każdy zna każdy jej szczegółowo ale wstydem jest niewiedza o konkretnym wydarzeniu, jak chociazby dzisiaj.
Notabene, do dziś nie rozstrzygnięto sporu, po ilu latach Polska odzyskała niepodległość. Oficjalnie mówi się o 123 latach, licząc od ostatniego rozbioru w 1795 roku, tak nas w końcu uczono. Nie zapominajmy, że w latach niewoli istniały też różne formy autonomii, chociażby Księstwo Warszawskie, Królestwo Kongresowe (Polskie) czy Wielkie Księstwo Poznańskie, które w dużym lub mniejszym stopniu były zarządzane przez polskich urzędników, które były odpowiedzią władz zaborczych na polskie dążenia do niepodległości. Zatem jedne źródła podają, że Polska była pod zaborami mniej niż owe 123 lata, inne zaś, jak np. polonica liczą ponad 200 lat ale oczywiście nie należy tego źródła brać na serio. Tak czy inaczej, należałoby jeszcze raz i dokładniej przeanalizować kwestie prawne i statusowe w/w autonomii, ale póki co – mamy 123 lata zaborów, kiedy to polski język oficjalnie przestał istnieć jako język urzędowy i tego należy się trzymać.
Czy ja jestem patriotą? Pytanie niby retoryczne, bo nie znam odpowiedzi na te pytanie. Patrząc na swą obywatelską podstawę, można by rzec „tak”, ale nie o końca pełne „tak”. Podziękowania należą się panu prezydentowi i ogólnie całej klasie politycznej, zasiadającej na Wiejskiej. Natomiast lokalnie jestem patriotą, z pewnością.
A Ty?
Oczy całego świata są zwrócone na USA, czemu specjalnie nie dziwię się, ponieważ niedaleka przyszłość świata jest niejako zależna od przyszłego prezydenta. Nie trzeba udowadniać, jak ważna jest Ameryka, lecz trzeba spojrzeć na ciekawy dość precedens – czarny prezydent, Barack Obama. Spełnienie marzeń czarnej społeczności, ale nie tylko czarnej bo różnorodnej jak chociazby meksykańska, polska czy rosyjska społeczność.
Póki co, na stronie CNN widać o 1:51 przewagę Obamy o 3 procent., ale to McCain wygrywa w głosach elektorskich (8/3). Tu są inne zasady demokracji, warto się odnieść do wygranej Busha w porzednich wyborach, kiedy to zdecydowaną bezwględną wiekszość zdobył Alan Gore, lecz Bush wygrał zdecydowanie w głosach elektorskich, a to dzięki Florydzie.
Kto jest moim faworytem? Szczerze mówiąc – jestem rozbity między Obamą – bo jednak jest młodszy, jest świadomy technologii itp – a McCain’em – bo posiada o wiele większe doświadczenie polityczne, zatem ugruntowane poglądy.
Dzisiaj krótko o relidze. Generalnie słuszność ma przewodnicący Lewicy odnośnie problemu nauczania w szkołach publicznych i to powinno być największą bolączką dzisiejszego Kościoła Katolickiego.
Osobiście jestem Katolikiem i sam uczestniczyłem w zajęciach religii, ale będąc w gimnazjum spotkałem się z dziewczyną, która była świadkiem Jehowy i siedziała w świetlicy. Wówczas zastanawialem się jak to jest z pozostałymi wyznawcami i doszedłem do wniosku, że jednak powinno być rozdział Kościoła od państwa.
Dzisiaj moje zdanie nadal niezmienne jest, ba nawet bardziej restrykcyjne jest od czasów gimnazjum. W liceum było lepiej, gdyż mieliśmy przesympatycznego księdza, który nie bał się trudnych tematów odnośnie małżeńśtwa, seksu itp a i też było miejsce na zabawę. Nie licząc zadań domowych, które oczywiście były formalnością, to praktycznie takie 45 min było albo odpoczynkiem albo doskonałym czasem na rozwiązywanie problemów z innych przedmiotów.I mimo wszystko ksiądz jakoś nie narzucał własnych zdań, lecz wysłuchawszy to, co mielismy do powiedzenia, powiedział swoje.
I właśnie dużo zależy od prowadzącego/prowadzącej katechezę, bo jeśli jest to ciekawa osobowość, to takie zajęcia są ciekawsze niż te, prowadzące przez teoretyka.
Oczywiście wciąż nie uznaję obowiązkową ocenę z religii ze względu na niezgodność z Konstytucją III RP.To chyba na tyle dziś
Czytając rozmowę z Lechem Wałęsą:
Interia: Kancelaria Prezydenta mówi: „Wszystkich byłych prezydentów zaprosimy”. Aleksander Kwaśniewski – tak, Lech Wałęsa – tak, a Wojciech Jaruzelski – też czy nie?
L.W.: Jak wszyscy to wszyscy. Przecież odegrał jakąś rolę w tym pięćdziesięcioleciu.
Cóż trzeba mu przyznać rację – generał jakby nie było, miał jakiś tam udział w polskiej pierestrojce
Co, więcej zaproszenia od obecnego prezydenta nei otrzymał, ale juz zaznaczył że nie pójdzie bo nie ma pieniędzy na smoking. Kwestię finansową pozostawiam bez komentarza, natomiast trzeba po prostu podkreślić absolutną nieutralnosć pana prezydenta, który ponoć reprezentuje nasz naród.
Mam tylko nadzieję, że w następnych wyborach, Polacy wybiorą kogos innego, niż Jegomościa.
Kolejny dzień zmagań olimpijskich za nami, bez jakich rewelacji, poza oczywiście męską siatkówką i szczypiornistami, którzy swoje mecze wygrali w doskonałym stylu. Zaś pozostali jakoś bez koloru, ale nie o tym dziś mowa.
Wczoraj przeczytałem ciekawy artykuł (może nie tyle artykuł a nius) dotyczący realizacji programu Orlik 2012 w mojej małej ojczyźnie, jakim jest Września, który z wielu powodów pozostanie po prostu na papierze.
Na stronie programu Orlik2012 można znaleźć wiele pożytecznych informacji a także druki, porady prawne związane z zakupem, przygotowanie do budowy czy w końcu budowę obiektów sporotowych. Tak czy inaczej, są to teoretyczne założenia, mające niewiele wspólnego z rzeczywistymi kosztami. Faktycznie coraz więcej gmin rezygnuje z realizacji programu, będącego jednym z głównych filarów obecnej władzy. Sam burmistrz, p.Kałużny posłużył kilkoma przykładami, gdzie dokładnie opisane są przyczyny w/w sytuacji. Np. koszt realizacji wg założeń oscyluje się na poziomie 1000 000 zł, podczas gdy rzeczywisty koszt budowy i prace z nią związane, przekraczają granicę 1,5 mln zł a nawet 2 mln zł. Skąd taka rozbieżność kwoty? Zapewnie ci, którzy pracowali nad tym projektem, wzięli pod uwagę najtańszy model przy maksymalnych wykorzystaniu – to tak jakbym kupił chińską podróbkę Mercedesa z pełnym wyposażeniem, ale nikt nie daje gwarancji, że taki pojazd przejdzie próbę czasu. No właśnie byłaby to bezsensowna inwestycja, która nie zwróciłaby poniesionych nakładów finansowych, a do tego działaby na szkodę społeczeństwa, nie zapominajmy o tym, że nikt nie poniósłby odpowiedzialności.
Niepowodzenie programu odbije z pewnością na organizację euro2012 w Polsce i na Ukrainie, o której było głośno po zakończeniu ME w Austrii i Szwajcarii dzięki włoskim i niemieckim(?) mediom. Nie chcąc się wgłębiać w szczegóły, eur2012 wciąż pozostaje u nas, ale wobec tego powstaje pytanie, dlaczego wykonanie programu jest wciąż utrudnione przez osoby trzecie? Czy nie byłoby lepiej, aby w ramach przygotowań, ruszyłby w pełni projekt Orlik? Chcąc czy nie, będzie miało to poważne konsekwencje dla przyszłości polskiego sportu, zwłaszcza drużynowego sportu takich jak piłka nożna, koszykówka czy siatkówka, ponieważ zabraknie młodych i ambitnych kandydatów, którzy by byli przygotowani kondycyjnie do zadań wyznaczonych przez trenerów.
Dlatego nie należy się zdziwić, że na arenie światowej przegrywamy, istnieją wyjątki od reguły, ale i te mają ograniczone możliwości. Weźmy jak przykład Adama Małysza, Roberta Kubicy czy siostry Radwańskie – wszystkie wymienione przeze mnie osoby wychowały z pewnością w Polsce, jednak swoje sukcesy sportowe zawdzięczają dzięki wyjazdom poza granicę, gdzie warunki są o wiele lepsze i gdzie istnieją możliwości dalszego rozwoju. To samo można powiedzieć o Ebim Smolarku, wychowanku holenderskiej szkółki piłkarskiej czy też o Lukasie Podolskim, supersnajperze w niemieckiej reprezentacji.
I tak niestety kończy się marzenie o sukcesach na arenie światowym, trzeba podziwiac tych, którym się udało i potrafili przebić przez te wszystkie przeszkody. I nawet Podolskiemu wybaczam, bo zrobił, to co uważał za słuszne i życzę powodzenia w dalszej reprezentacyjnej karierze.
Kolejny zawód, kolejne niespełnione marzenia dzieciaków, kolejne utracone ambicje.
Quo Vadis… Wielu z Was kojarzy te słowa z szkół średnich, ale nie o tym dziś będzie mowa. Chciałbym w dzisiejszej notce przedstawić moje spostrzeżenia odnośnie Tybetu i zamieszania wokół tego autonomicznego państwa, który swoim losem przypomina po części nasz kraj.
pytanie, dlaczego teraz podniosło się wielkie halo, dlaczego teraz przypominano o Tybetańczykach? Muszę przyznać, że tak naprawdę teraz poważnie myślę o sytuacji, choć nieraz rozmawiałem z paroma osobami o tym, zwłaszcza po filmie 7 lat w Tybecie. Wyszedłem z założenia, że skoro Chiny otrzymały prawa do organizacji Olimpiady, to muszą się dostosować do norm światowych w dziedzinie praw człowieka. Jak jest teraz, jak było na przestrzeni ostatnich dwóch lat, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Cenzura, krwawe tłumienia, głód, a przede wszystkim wciąż trwająca kłamliwa propaganda sukcesu ludowego państwa. Nie sposób zlekceważyć tak potężną gospodarkę Chin, zwłaszcza że na miejscu otwierane są kolejne zagraniczne placówki wielkich firm. Świat biznesu rządzi własnymi prawami, nie zwazając na jednostkę, byle byli efektywni i tani.
Co możemy My zrobić? Co Ja mogę zrobić? Co Ty możesz zrobić? Niestety sami nie damy radę.Słyszę od czasu do czasu nawoływanie do bojkotu chińskich produktów. Słuszna idea, lecz wręcz niemożliwa do realizacji, gdyż cokolwiek dotkniesz, to uwierz mi, to produkt chiński. Laptopy, PC, telefony, pendrive’s. Życze tym ludziom naprawdę wielu pozytywnych wrażeń. Natomiast można by w inny sposób działać, chociazby przez happeningi, uświadamianie ludziom o co tak naprawdę chodzi z Tybetem, w ten sposób można wiele osiągnąć.
Sportowcy?Tak, to oni będą najliczniejszą reprezentacją na Olimpiadzie, którzy mogą swoją podstawą czynić wiele dobrego. Zastanawiano, czy warto wziąć udział w tak ważnej dla sportu w imprezie, ale nie ma to najmniejszego sensu bo nie można mieszać sportu z polityką. Już sam Dalajlama XIV wyraźnie zaznaczył, że nie można zbagatelizować wielkiej imprezy i że można w inny sposób zamanifestować. Tak, jak najbardziej można, tylko trzeba spojrzeć na to oczami sportowca, dla którego Olimpiada jest rzeczą świętą, najwyższym celem w swojej sportowej karierze. Trzeba zrozumieć jedno, nie jest łatwo zrezygnować ze swoich marzeń, które są niemal w zasięgu ręki i trzeba też liczyć się z faktem, że jeśli podejmie się manifestacji podczas Olimpiady, należy spodziewać się konsekwencji swoich czynów. Są dwie strony medalu – manifestując sportowiec może zyskać coś więcej jak sławę i medal – zyska miano bohatera i zapisze się na karcie Historii, ale też może stracić medal, popadnie w niełaskę polityków i sponsorów i zniweczyć własną karierę. Zapewnie ktoś mi powie, że nie wierzę w ludzi. Wybacz, ale większość z nas jest nastawiona na materializm, pieniądze, dawno przestała myśleć o rzeczach duchowych – nie mów Mi, że to nieprawda, oszukujesz sam siebie. Nie jesteśmy idealnymi, ani też nie dążymy do ideału, po prostu jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. I wcale się nie dziwiłbym się, gdyby sportowcy mimo deklaracji, nie zaprotestowali przeciw chińskiej polityce.
Dziennikarze? To najmocniejsza broń, jaka może świat wystawić na Olimpiadzie.Tak to oni mogą najwięcej szumu zrobić, odkryć wiele nieznanych do dziś faktów, szokujących nas. Mam nadzieję, że swoją powinność wobec nas, uczynią niemal perfekcyjnie. Natomiast martwi mnie chińska cenzura, chińskie filtry i boty, przeplatające przez światową sieć. Czy czasem nie dojdzie do manipulacji informacjami, czy chińskie władze nie podejmą drastycznych kroków przeciw dziennikarzom i nie będą ich aresztować z byle jakiego powodu. Należy pamiętać, w Chinach istnieje potężna armia speców od każdej dziedziny życia, więc mam pewne mieszane uczucia wobec neutralnego statusu dziennikarza zagranicznego w Państwie Środka.
Politycy? Też mogą wiele dobrego czynić, zwłaszcza wspieranie inicjatyw, happeningów i ruchów na rzecz uwolnienia Tybetu od Chin. A przecież niedawno uwolniliśmy się od jarzma radzieckiego, więc większość powinna być świadoma, że My jako naród musimy spłacić dług wobec świata i przyszła odpowiednia pora. Nie można dopuścić do sytuacji, jaka ma miejsce w Kosowie, gdzie połowa państw nie uznaje decyzji ONZ, lecz powinno dążyć do osiągnięcia kompromisu, solidnego kompromisu, nie takiego jak z przypadku Izraela z Palestyną. A przecież tybetański naród, to tak naprawdę niewinny naród, pielęgnujący piękną tradycję buddyzmu.
Jeśli chcesz wiedzieć co się dzieje w Tybecie zapraszam do Pauli Pati, zwłaszcza do jej wpisu, stanowiąca inspirację i źródło przemyśleń w dzisiejszej notatce i dlatego pragnę z tego miejsca podziękować Jej za zwrócenie uwagi, informacje i życzę aby nie brakło Jej siły.
Pozdrawiam.
Edit: Od wczoraj w polskiej blogosferze ruszyła akcja na rzecz Tybetu. I w związku z tą akcją przystepuję do niej, co zaaowocowało umieszczeniem logo w prawym górnym krawędzi.
