Niedosłuch

Aparaty słuchowe


Dzisiejszy wpis mozna potraktowac jako autobiografię, wstęp do świata osób niedosłyszących czy niesłyszących. Noszę aparaty słuchowe od 2-3.roku życia i tak jest az po dzień dzisiejszy
Cieszy mnie podejście wielu instytucji do spraw zwiazanych z niedosłuchem. Przykładów nie trzeba szukać daleko – profilaktyka noworodków w szpitalach za sprawą akcji WOŚP. Wówczas taki noworodek otrzymuje pełną opiekę i dzięki temu, ma nieporównywalne szanse na lepszy start w życiu niż poprzednie roczniki.

Słuch straciłem w wyniku niepożądanych działań antybiotyków, które upośledziły nerwy słuchowe. I wówczas między 2. a 3. rokiem życia dostałem pierwszy aparat słuchowy – Oticon E28P, które służyły bardzo długo, bo ponad pięć lat. Oczywiscie nie pamiętam, co i jak, ale wiem jedno – nie chciałem rozstać się z nimi. Na przełomie 95/96 roku przyszedł czas na nowsze modele, tym razem szwajcarskiej firmy Bernafony – P1X. Muszę przyznać, że te aparaty szczęscia nie miały, ponieważ jako dzieciak byłem niezwykle ruchliwym i np. całe kierownictwo przedszkola stanęło na głowie, by poszukać zaiginionego sprzętu w trawie przed budynkiem. Ofc, zakończyło się szczęśliwie, ale niewiele brakowało, by zginął na zawsze. Trzecim z kolei zakupem (trafionym) w 2001 roku były aparaty marki Siemens (S3), mające o wiele większe możliwości niż w/w modele (jest to dość oczywiscie ze wzgledu na postęp techniczny). Trzeba przyznać, że dzięki Siemens, poprawił mi się a następnie ustabilizował się słuch a był to najbardziej burzliwy okres jak to zawsze bywa w dojrzewaniu człowieka. Te wszystkie 3 aparaty należały do aparatów analogowych, a więc troszkę wolniejszych i wadliwych, ale mimo wszystko rewolucjonizując medycynę.

Następna zmiana przyszła dość niespodziewanie, bo tuż przed świętami 2006 roku będąc w klasie maturalnej wraz z prywatnym protetykiem słuchu, zaryzykowaliśmy w aparaty wewnątrz uszne, pełne. Ryzyko było dość duże, aparaty tego typu są przeznaczone dla osób o znacznie mniejszym stopniu niedosłuchu i tez nie było gwarancji, abym w nich dobrze słyszał. Ostatecznie zakup został sfinalizowany i zakończył się sukcesem. Zanim doszło do tego, to miałem okazję przetestować najnowsze produkty Phonak’ów, Oticon’ów i Siemens; dzięki temu mogłem subiektywnie oceniać jakość produktów, nosząc przez tydzień każdą parę produktów. Wszystkie modele, jakie miałem do dyspozycji, były już w cyfrowej jakości, tzn. słyszę lepiej jakościowo, wyraźniej, nawet w hałasie.

Zmiana z za usznego na wewnątrzuszny dała mi pewien komfort psychiczny, rozmówcy dopiero później zorientowali się, że noszę aparaty, mimo że nie sprawia mi to żadnych kompleksów w nawiązaniu nowych kontaktów. Jedynie przeszkody pojawiają się wtedy, gdy dana osoba mówi niewyraźnie lub też zignoruje mnie – na szczęście jest to zbyt rzadki wyjątek.

Póki co, posiadam Siemens typu CIC z serii Music Pro i jestem bardzo, bardzo zadowolony mimo, ze w tym roku 3 razy zniszczyłem całą obudowę zupełnie przypadkowo, a koszty każdorazowo wynosiły 300-400zł. Trochę majątku poszło, ale dzięki temu wiem, że mam sprawne w 100% (oczyszczone, szczelne), zatem mogę kolejny rok nosić bezproblemowo. Następne aparaty to znów inny rozdział – już wiem, że będzie bluetooth do dyspozycji, nie wspominając o jeszcze innej technice cyfrowych dźwięków, które obecnie nie są dostępne dla zwyczajnych odbiorców ze względu na cenę.

Niedosłuch
Xiaomi mi band 2 – kolejna opaska
Niedosłuch
Czas na (kolejne) nowe aparaty słuchowe
Niedosłuch
Czas na nowe aparaty słuchowe
%d bloggers like this: