Z archiwum x

Alkohol królem życia


flickr

Alkohol Królem życia (imprezowego) – taki wniosek wysunąłem w trakcie pobytu w jednym z wrzesińskich dyskotek. Piwo za piwem, drin za drinem, ludzie się bawią, szaleją i tracą też kontrole nad sobą, co jest niestety bardzo przykre. I tak się zastanawiałem, czy faktycznie umiemy się bawić bez alkoholu? Czy koniecznie ono jest potrzebne? Czy też bez alkoholu można nawiązać nowe kontakty? Temat typowo prywatny, zawierający refleksje.

Hej Dyskoteko!

Na te pytania ciężko jest odpowiedzieć, bowiem każdy ma inny punkt widzenia. Zacznijmy od tego, że znalazłem się tam zupełnie przypadkowo, w ramach zwalczania piątkowych nudów (nie żebym nie miał co robić, ale jakoś inspiracji nie miałem) i (nie)stety nie mogłem pić, bo prowadziłem auto. Więc suma sumarium – wypić nie mogłem (samobójcą nie jestem, oczywiście).
Spotkałem tam grupę osób, dobrze mi znanych, zwłaszcza młodych, dopiero mających D.O i.. no właśnie w jednym momencie pozazdrościłem im sposobu w nawiązaniu nowych znajomości i że mają świetne poczucie rytmu, co zresztą jest normalne w przypadku spożycia alkoholu, palenia trawki (to nie jest temat tabu, prawda?).
Nie mam nic przeciwko temu, że ludzie palą i piją, ale zastanawiam się gdzie jest granica rozsądku czy też dobrego smaku. Przykładowo taki pijany facet, po 40tce, odbijający się od ludka do ludka, przypadkowo szturchając wszystkich po kolei, a już w ogóle dolatujący do dziewczyn, siedzących w boksach. Albo jeszcze inaczej: kompletnie pijana kobieta – wyobraźcie sobie tą sytuację – bezsilna, tracąca kontrolę nad sobą, niby łatwy kąsek dla facetów..po prostu brak mi słów, co w tym momencie osoba obserwująca te zdarzenie, może czuć. Każdy ma prawo, choć raz się zniszczyć, wypić i paść ale kto, jak kto, dziewczyna powinna się szanować, umieć zachować umiar – to dotyczy każdego z nas. Naprawdę, na widok pijanej dziewczyny  z jednej strony robi mi się żal, z drugiej czuję do niej pogardę, obrzydzenie.

Plusy i minusy bycia trzeźwym

Bycie kierowcą z własnej woli (tzn. liczyć tylko na siebie) ma swoje atuty, bo nauczyłem się bawić bez alkoholu, przebywać w towarzystwie osób i z nimi się wygłupiać. Także ma to wady, choćby dlatego, że czuję się wtedy odpowiedzialny za tego, tamtego i tamtą, choć nie muszę, ode mnie tego nie wymagają. Były i momenty, kiedy było naprawdę źle, że byłem bliski wezwania pogotowia, na szczęście osoba ta doszła do siebie po czasie do takiego stopnia, że dało się z nią pogadać, odprowadzić do bram. Zawsze sie zastanawiałem po czymś takim, czy tak naprawdę umiemy się bawić bez procentów i innych używek?
A nowe kontakty ? Pewnie, że procenty potrafią przybliżyć ludzi, których dopiero poznajemy i po prostu rozmawiamy, czego w normalnych sytuacjach było by to nie do pomyślenia. Okłamujemy się na kazdym kroku, doprowadzając do powstania alternatywnego świata czy też pokazujemy prawdziwe swoje oblicza.

Pić czy nie pić?

Osobiście nie neguję alkoholu, sam lubię od czasu do czasu wypić DOBRE piwo, dobre whisky czy drink lecz robię to niezwykle rzadko i przy specjalnych okazjach. Swoje wypiłem, ale nigdy też nie byłem na samym dnie i szczerze mówiąc, bardzo się boję przekroczyć granice, których nie powinno się przekraczać. Po prostu nie chcę, nie mogę i mam ku temu powody (choćby ze względu na niedosłuch).
Ale też kocham sie bawić, spędzać dobrze czas w gronie znajomych, na dobrym poziomie – wtedy dopuszczam do siebie alkohol i kontroluję go. Również mogę się bawić i bez alkoholu, a to już nie jest to samo ;-).

Retoryczne pytania

Poza leczniczymi właściwościami, alkohol szkodzi i zdrowiu, ale wszystko jest dla ludzi, którzy znają umiar. Sami natomiast odpowiedzcie czy potrafilibyście się bawić bez procentów i innych używek, nawiązać bezpośrednie kontakty i rozmawiać bez w/w środków. Jestem ciekaw, jak Wy na to wszystko patrzycie.

Przy okazji, chcę przeprosić osoby, zwłaszcza płeć żeńską, które poczuły w jakimś sposób dotknięte, ale mojego zdania i obserwacji po prostu nie zmienicie.

PS Czas iść spać ;-) Dobranoc / dzień dobry!

Z archiwum x
Moje pierwsze telefony
Z archiwum x
Skorzecin 3 lata później – Skoj dla młodych
  • Przy takich wpisach zawsze lubię cytować Pezeta:
    “…To tradycja narodowa jak pieprzony karp i kutia.
    Smirnoff, Bols i Lodowa w naszej krwi jak Kuruniowska.
    Zupa w nim.
    W naszych starych, w których ten ustrój żył…”
    oraz
    “…Czaisz? Żaden z mych ziomów nie ustawia się na szachy.
    Wiesz, ta sama tradycja – trochę inne czasy.
    …”

    A ja sam piję coraz rzadziej. Nie chodzę za często na imprezy. A jak chodzę to piję jakieś drinki bo czysta wódka mnie już odrzuca. Zawsze wiem co się dzieje i wszystko pamiętam, ale czasami człowiek potrzebuje się zresetować, wtedy wyłączam hamulce i kończę imprezę wczesnym snem ;]
    Zresztą na trzeźwo nie potrafię przeprowadzić normalnej konwersacji z ludźmi, którzy nie potrafią skonstruować poprawnie zdania (możecie mnie nazywać jak wam się podoba).
    Druga rzecz to brak dobrego klubu w mieście w którym żyję. Jak mi ktoś po raz nty mówi “idziemy do hormona” (szczecin) to mi na myśl przychodzi stado dzieci i śmierdzące fajami ciuchy.

  • Ja z kolei się boję takiej zupełnego odblokowania hamulca. To nie dla mnie.
    Września niby miasto, a jednak znajdę sobie miejsce na posiadówę, praktycznie wszędzie można spotkać kogoś znajomego ;-) Ale niestety nie uniknę fajek i zapachów, ktore zaś rzutują na ciuch.. zaraz pow wyjściu czuć ten śmierdzący zapach :/

    Widzisz. ja mogę powiedzieć ze u siebie mam też ;-) nasto-dyskotekę, ale…poszedłem raz i…nawet bardzo mi się spodobało tam (trochę inna, konkretniejsza muzyka leci – dziwnie to brzmi, ale taka prawda). I już mamy rywalizację ;-) dwóch dyskotek w mieście tyle że w jednej mamy porządną ochronę, w drugiej…z litości nie wspomnę :)

  • Hah, a myślałem, że tylko ja tak mam. ;)
    Osobiście nie pijam w ogóle; raz – mam za słaby łeb na takie rzeczy, dwa – mnie to nie kręci. ;) Jakoś ciężko mi pojąć, żeby napić się czegoś, co wcale nie daje jakichś wymiernych korzyści – zaburzenia świadomości i koordynacji? Eee tam, lepiej pamiętać całą imprezę, ludzi i to, co się działo.

    Swoją drogą, najbardziej irytuje postawa osób poniżej wszelkiego poziomu, które nie są w stanie zaakceptować moich zasad i próbują wciągnąć do procentowego towarzystwa na siłę. Dlaczego mam lecieć z prądem? ;) Gdzie indywidualizm?

    bq. a to już nie jest to samo ;-).

    Czy ja wiem, czy to nie jest to samo…? Ostatnio oglądałem na – bodajże – Discovery program, w którym było badane zjawisko alkoholowej imprezy na podstawie efektu placebo. Badanym studentom podano zwykłe piwo oraz bezalkoholowe. Najciekawszy był fakt, iż wszystkie osoby zachowywały się tak samo, czyli to, jak się dana osoba bawi – zależy od niej samej, a nie przyjętych substancji.

    Chyba napisałem o wszystkim, co chciałem. ;)

  • Zal

    Jak to mawiał jeden z moich wykładowców – czasem trzeba się upodlić.

    Obecnie nie piję, ale nie ukrywam, że zdecydowanie łatwiej zawierałem znajomości wypijając kilka piw :>

  • @eRIZ – niestety, takie osoby jak Ty czy ja, będą trochę dziwnie traktowani. Trudno, da sie przyzwyczaić ;-)

    @Zal – ano trzeba raz a porządnie przeczyścić nery, ale ;-) nie do takiego stopnia :P

  • Trawa tabu jak dla mnie nie jest od dobrej „chwili„ ;).
    Co do reszty tematu to także jestem wyjątkiem, zwanym potocznie abstynentem. Ludzie z reguły śmieją się jak mówię, że ostatni raz piłem jak miałem 14 lat, ale skoro taka prawda, to kłamał nie będę ;). „Abstynencja” (nie lubię słowa) wynika u mnie w zasadzie z dwóch powodów.
    Po pierwsze bardzo cenię sobie moją wolność osobistą, a picie, czy trawa zwyczajnie ją ogranicza. Gdy nie wiem co robię, lub nie jestem w stanie w 100% panować nad tym co robię, nie uważam się za człowieka wolnego. Z tego powodu ludzie którzy mnie nie znają, albo nie lubią (albo jedno i drugie ;) uważają mnie czasem za człowieka cokolwiek niewyluzowanego. Ta opinia rozmija się bardzo z opinią tych kilku (kilkunastu?) osób które znają mnie lepiej i wiedzą, że na trzeźwo, w miłym towarzystwie potrafię zachowywać się prawie jak pijany i być wyluzowany bardziej niż inni z promilami we krwi. Jak rzekł eRIZ, o tym eksperymencie piwnym. Podejście jest ważniejsze od promili we krwi, a będąc trzeźwym można decydować jak chcemy się zachowywać, zaś po pijaku wyboru już nie ma.
    Nie znaczy to, że nie rozumiem ludzi którzy piją, palą, wciągają, etc… aby się wyluzować ale mnie to nie kręci. Jeśli mam iść na imprezę na której będą ludzie z którymi nie potrafię się normalnie bawić i muszę się do tego upijać, to dziękuję postoję. Bardziej wyluzuję się siedząc w domu i słuchając muzyki, szczególnie, że patrzenie na ludzi którzy są w stanie w którym nie mogą już nad sobą panować, jest dla mnie zwyczajnie niemiłe i nie poprawia mi humoru. Szczególnie gdy są to znajomi ;]. W zasadzie patrzenie na ludzi którzy się jakkolwiek upodlają zawsze było dla mnie niemiłym przeżyciem.
    Po drugie nie piję z innych, niższych pobudek. Cenię sobie też bardzo indywidualność i „odstawanie od społeczeństwa„, więc że się tak wyrażę, przerobiłem ideologię punk`ową na własną modłę. Buntować się owszem, ale skoro prawie wszyscy piją, to buntem będzie właśnie odstawienie alkoholu ;).
    Co do przyjemności z picia to nie przeczę, że tak istnieje. Whisky, czy babcina dereniówka mi całkiem smakowały, ale wyznaję taki dziwny pogląd, że warto w życiu kierować się zasadami. A, że uznałem, że nie piję to nie piję i ktoś może powiedzieć, że tracę „świetne” doświadczenia, ale za to ja będę wiedział, jak to jest nigdy w życiu nie być pijanym ;).

  • To ja dodam jeszcze pewne 3 grosze. Ja mogę wypić dużo (zapewne na moją masę, a i na stare czasy licealny gdzie to uczyłem się pić).
    Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że potrafię pić świadomie. Tzn wiem jak zrobić, żeby przez całą noc mieć dobry humor i nie czuć takie zmęczenia.
    Co nie zmienia faktu, że jak chcę się zresetować to potrafię wypić litr wódki na czyiś urodzinach i jak nie mam gdzie tego wybiegać (bo klub nudny itp) to biorę taksówkę i idę spać.

    Prawda jest taka, że ludzie nie potrafią panować nad efektem ssania. Alkohol przyjęty w ilości odpowiedniej daje troszkę energii, zabarwia świat na lepszą jego postać i nawet głupoty wydają się mniej głupie. Jednakże to ssanie powoduje u sporej części osób efekt picia coraz więcej, bo smaku wódki się nie czuje przykładowo. Dlatego popieram drinki typu łycha z colą, czy wódka z colą.
    Pierwsze lufy można wypić szybko, a później podtrzymywać tylko stan.
    Co do osobliwości mojego organizmu to mogę przyjąć ilości alko dosyć spore a organizm nie wyrzuca ze mnie wcześniejszego jedzenie i nie odbiera mi rozumu (znaczy film mi się nie urwał nigdy), ale spać mi się chce maksymalnie, dlatego ewakuacja jest najlepsza ;]

  • ronja

    Najbardziej denerwują mnie osobnicy , którzy nachalnie namawiają do wypicia . Jeżeli już pozwalam sobie na alkohol -to w śladowych ilościach . Wolę mieć kontrolę nad sytuacją -boję się jak to Bobiko nazwał “zupełnego odblokowania hamulca” . Też z powodów zdrowotnych ograniczam spożycie “napojów wyskokowych “. Myślałam , że nie muszę się tłumaczyć i “nie -dziękuję ” wystarczy – no ale przekonałam się , że niektórzy nie przyjmują do wiadomości takiej odpowiedzi . Kiedyś wkurzyłam sie i na takie nachalne “a dlaczego nie” – odpowiedziałam “nie mogę , bo mam wszyty esperal”. Konsternacja była ogromna .
    Czasem lepiej faktycznie odpuścić sobie imprezę i iść wcześniej spać . Ale może po prostu za stara już jestem :)

  • “Konsternacja była ogromna”.

    Akurat. W którym to było roku? 1970? Daj spokój. ;]

  • ronja

    W 1970 to moi rodzice byli jeszcze w szkole podstawowej .

%d bloggers like this: