Z archiwum x

Miniblog: Znów wpadka – nalot policji na DS w Poznaniu


Historia lubi się powtarzać, bo ponownie policjanci zafundowali wizytę w domu studenta nr 3 przy Politechnice Poznańskiej. I podobnie jak 2 lata temu łupem padły prawie 40 sprzętów, a więc akacja dość gruba.

I znów…

Całą tą sytuację opisuje nie jaki Mateusz Harasymczuk na swojej stronie domowej, a na końcu prosi o pomoc prawną. Z mojej strony dodam, że jest to sprawa dość beznadziejna, bo trudno jest przewidzieć finał takich spraw, ale jedno jest pewne – chłopacy muszą się pogodzić z stratą sprzętów, bo raczej ich szybko nie odzyskają. Dlaczego? Bo do tej pory nie rozstrzygnięto sprawy sprzed dwóch lat, a jeszcze trochę i sprawa ulegnie przedawnieniu (oby tak było).

Zaznaczam, że nie popieram przestępców, ale .. ciągle mam wątpliwości. Załóżmy tak: sieć w DS to sieć wewnętrzna (vel rodzinna) i jest możliwe udostępnienie na użytek wewnętrzny, to wówczas sprawy nie ma – chodzi głównie o zaufanie, akceptowanie przyjętych zasad w tym DS. 
Niestety zjawia się konfident (może nie tyle konfident, co bohater) i psuje tą atmosferę – prawdopodobnie ktoś już namierzył, a co za tym idzie, może sam stać się ofiarą własnych decyzji, czego oczywiście też nie popieram. Opierając się na wielu opowiadaniach z tamtego wydarzenia, to ta osoba nie będzie miała łatwego życia na uczelni, a już na pewno nie w akademiku .

Sprawa ta ma drugie dno, historia niczego nie nauczyła, co było widać gołym okiem. Brak szyfrowania danych, połączeń itp to czysty debilizm, niestety. Mają za swoje koledzy i koleżanki. Ja współczuję im, ale także nie zazdroszczę sytuacji, w jakich znajdują się tzw. konfidenci – po prostu, nikt święty nie jest. 

Ciekawe linki

Z archiwum x
Moje pierwsze telefony
Z archiwum x
Skorzecin 3 lata później – Skoj dla młodych
  • anks

    Heloł? Nie ma czegoś takiego, jak sieć rodzinna. A rodzina to osoby, z którymi jesteśmy spokrewnieni (więzy krwi, sprecyzuję) + ewentualni inni przedstawiciele ustawowi. I tylko do takich osób kwalifikuje się dozwolony użytek osobisty (w sensie użyczania im plików audio-video)

    Na siłę próbujesz usprawiedliwiać tych studentów, chociaz nie masz żadnych merytorycznych argumentów.

    To, że nikt nie jest święty, nie oznacza, że mamy kłaść lachę na przestępstwo, którego przedmiotem są prawa autorskie o wartości kilkuset tysięcy złotych. Przyjmuje się, że znikoma szkodliwość czynu kończy się na wartości 250zł.

  • anks

    Twoja definicja zaufania przywodzi mi na myśl tylko omertę sycylijskiej mafii.

  • @anks – tak się składa ;-), że bardzo inspiruje mnie seria Ojca Chrzestnego :P

  • Zal

    @anks: Ściąganie utworów muzycznych i filmów nie jest w Polsce karane. Karane jest udostępnianie ich osobom innym, niż najbliższa rodzina. Specyfika BT, DC++ itp. sprawia, że zazwyczaj pobieranie jest tożsame udostępnianiu.

    Nielegalne jest natomiast ściągnie, udostępnianie i posiadanie oprogramowania, na którego użytkowanie licencji nie posiadamy.

    Dozwolone jest wykonywanie kopii zapasowej oprogramowania na którego wykorzystanie posiadamy licencję. To samo się tyczy muzyki, filmów itp. Bez względu na to, czy są zabezpieczone, czy też nie.

    Na marginesie – w akademikach, jeżeli Policja ma nakaz na daną osobę, po wejściu zabezpiecza się wszystkie komputery i nośniki danych. Tyczy się to również komputerów współlokatorów mieszkających w tym samym pokoju, co “podejrzany”.

    @bobiko: Naloty są ostatnimi czasy bardzo popularne. W Gdańsku mamy od dwóch lat co roku ;]

    Dla mnie niezrozumiałe są dwie kwestie. Pierwsza – dlaczego ludzie zasysają komercyjne oprogramowanie. Oraz druga – dlaczego wiedząc, jak się sprawy mają, nie są w stanie lepiej zadbać o swoje bezpieczeństwo? ;]

  • @anks – merytorycznych podstaw do tego nie mam, bo sprawa dotyczy tak naprawdę rze sczy audio-video, choc i sama sprawa jest wątpliwa, bo można dociągnąć do pod przywołane na blipie, napisy. Nie pamiętam o jaki serwis chodziło, ale dotyczyło dialogów, które były tłumaczone, a stanowiły prawo autorskie. Rozwiązano to w taki sposób, ze założono kolejną stronę, do której otrzymywało się zaproszenia w ramach tzw. rodziny. I ta formula działa od co najmniej roku. (i nikt nie czepia sie)
    @zal – jak już wiemy, większość nie umie myśleć. ;-)

  • No właśnie w końcu nie wiem jak jest z tym tzw. dozwolonym użytkiem, bo słyszałem jakiś czas temu, że nic nie stoi na przeszkodzie by pożyczyć/przegrać płytę koledze z pracy i mieści się to w dozwolonym użytku. Natomiast źródeł oczywiście nie mam, bo gdybym miał, to bym nie mówił, że nie wiem ;]

    Swoją drogą, autorze, apeluję o wygładzenie trochę języka w notce. Nie chodzi mi tylko o rzeczy typu “nie jaki”, ale też o brakujące dopełnienia itp.

  • Pierwsza – dlaczego ludzie zasysają komercyjne oprogramowanie.

    No chociażby dlatego, że jest im potrzebne na uczelnie a jednak nie każdego stać na wydawanie tys zł rocznie bo się wersje zmienia. Troszkę dziwi mnie w takim wypadku stanowisko władz uczelni…

    Na Politechnice Śląskiej na wydziale AEI masz dużo gratisów – od dostępu do LabView poprzez niektóre produkty MS – i problem teoretycznie zanika. Problem się pojawia w momencie kiedy wykładowca sobie życzy, że chce dostać opracowanie w konkretnym MS Office z użyciem dostępnym tylko tam opcji – a nie np. pdf. Trudno w tym momencie oczekiwać, że student pójdzie i kupi produkt MS by napisać 4 strony A4 i więcej tego nie używać – a wersja demo nie wchodzi np. w grę.

  • prawa autorskie o wartości kilkuset tysięcy
    złotych.

    Chciałbym zatem poznać zasady wyceny tzw. “praw autorskich”.

  • Zal

    Ja chciałbym jedynie zauważyć, że kwestia dozwolonego użytku oraz tego, czy ściągnięcie filmu od kogoś w Internecie jest takim dozwolonym użytkiem (“bo ktoś już go wcześniej rozpowszechnił”), samych prawników dzieli na kilka obozów.

    W ogólności – jestem przeciwny naruszaniu majątkowych praw autorskich. Ba! Jestem nawet przeciwny kupowaniu muzyki, aby nie dać zarobić ich posiadaczom (zazwyczaj autora widzieli raz w życiu). Dlatego obecnie używam jedynie darmowego oprogramowania (głównie FLOSS) nawet, gdy zachodzi potrzeba korzystania z MatLaba (gościu dostaje maila, że i tak zrobię to w Octavie, a jak jest przeciwny to mam w głębokim poważaniu jego poglądy), oraz muzyki na licencji CC. Co nie zmienia faktu, że w gruncie rzeczy nie uważam tego, co robią studenci za złe. Jedyne co jest złe to to, że nie potrafią się bronić, lub przewidzieć sytuacji.

  • Mała aktualizacja:
    Otóż okazało się, że tak naprawde nie było tzw. konfidenta lecz dobrze zorganizowana akcja policyjna. Z własnych źródeł dowiedziałem się, że policja wynajęła pokój w akademiku i filtrowała całą sieć, gromadząc dowody.

    Jak już napisałem, nie trzymam strony przestępców, ale każdą głupotę należy tępić i w tym przypadku tzw. administratorzy są frajerami. I zgodzę się z @Zal’em, że popełnili fail, jeśli chodzi o podstawowe zabezpieczenia i nieznajomość ‘kontekstu kulturowego’. To tyle w tym temacie

  • Moim zdaniem bardzo poważny fail popełnił rektor pozwalając policji “wynająć” pokój w akademiku…

  • @katafrakt: To swoją drogą, Rektor czy w ogóle administracja akademicka zawiodła po całości. Może to źle o nich świadczy, że nie bronią własnych studentów ani też potrafią utrzymywać dyscypliny. Z drugiej strony przestrzegają prawa.
    Nawet wykładowcy wiedzą, że takie sytuacje są na porządku dziennym i niekiedy to akceptują. O ile się nie mylę, to policja miała już nakaz z prokuratury, więc w tym przypadku rektorat nic nie mógł zrobić. Smutne ale prawdziwe.

  • @bobiko

    O ile się nie mylę, to policja miała już nakaz z prokuratury

    Ogólnie w ustawie jest:

    Art. 227.
    (…)
    3. Służby państwowe odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego mogą wkroczyć na teren uczelni tylko na wezwanie rektora. Służby te mogą jednak wkroczyć z własnej inicjatywy na teren uczelni w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia ludzkiego lub klęski żywiołowej, zawiadamiając o tym niezwłocznie rektora.

    A przeglądając różne listy związane z prawem najczęściej padają zdania, że tak naprawdę wszystko zawsze zależy od rektora. Bo samo podejrzenie popełnienia przestępstwa w myśl ustawy ponoć nie jest wystarczającym powodem do wejścia na teren uczelni – ale tylu ile ludzi na liście tyle teorii.

  • @Reynevan
    Kurcze, nie pamiętam z jakiego źródła informacja, ale wiem że rektor podpisał niby współpracę z policją.

%d bloggers like this: