Lifestyle

Road Trip 2010 – Bawaria (#1)


Już w zeszłym roku pisałem, że lubie podróżować i zwiedzać ciekawe rejony w naszym kraju – mowa o tzw Road Trip. Tym razem wraz z przyjaciółmi rodziców, na specjalne zaproszenie państwa Reiber, pojechaliśmy zwiedzać południową Bawarię a miejscem noclegowym był świeżo wyremontowany hotel Reiberhof w Bernbach k.Aichen (+/- 30-40km od Augsburga).Nie ukrywam, że byłem ogromnie zaskoczony tym zaproszeniem a zarazem ucieszyłem się, że spełni się jedno z marzeń z dziecinnych lat  a wszystko przez kochany serial “Doktor z alpejskiej wioski“.

Przygotowania

Przygotowania do wyjazdu to przede wszystkim przegląd auta (hamulce, filtry, klimatyzacja, opony) i wykupienie ubezpieczenia na 5 dni oraz wymiana waluty. A tak poza tym picie, jedzenie i rzeczy – wszystkiego po trochu ale bez przesady bo w Niemczech nie jest tak źle z cenami.
Żadnego planu zwiedzania nie mieliśmy – wszystko sie ustalało na miejscu ale każdego dnia było co robić i też ciekawe rzeczy zaobserwować.

Trasa

Długość trasy w jedną stronę wynosiła około 850km, z czego 280 km zostało zrobione w Polsce i jechaliśmy coś 4.5 godziny. Tyle samo czasu zajęła pozostała część w Niemczech a z przystanków to było tak jakoś 4 LPG, 2 WC  + 1 śniadaniowe.


Komfort jazdy w Niemczech jest bez równania o niebo lepszy niż w Polsce, gdzie nie ma głupich ograniczeń na autostradach (jedyne ograniczenia pojawiły się w pobliżu aglomeracji miejskich, do 100 / 130km) i podobnie było z 2-3 pasmami. Średnia prędkość wachała się pomiędzy 140-160km/h i żadnego zagrożenia nie było, ponieważ obowiązuje wysoka kultura jazdy. Wynika ona nie z faktu posiadania świetnych dróg / autostrad a rygorystycznych przepisów drogowych – tak Niemcy może jeżdżą i dobrze  ale przede wszystkim karnie. Karnie bo wysokie mandaty grożą za przekroczenie prędkości, za złe parkowanie itp.

Dzień pierwszy

 W zasadzie można podsumować, że większość czasu spędziliśmy w samochodzie ale skłamałbym, gdyby tak było. Po dłuższym odpoczynku na stacji w Gesserthaussen, dowiedziałem się, że jedziemy na bawarski obiad do p.Lidii, która od samego rana nas oczekiwała. Zasada taka, że goście nie mogą odmówić zaproszenia i stąd też z obowiązku ale i z ciekawości zajechaliśmy do Walkershofen.

Przywitanie z szampanem w ręku, kto chciał, to mógł wypić dobre, lekkie piwo bądź oranżadę. Obiad był, to deser itp. a na końcu coś mocniejszego. Warto wspomnieć, że można ze spokojem wypić jedno piwko, które jest obecne przy każdym posiłku, które spożywają bawarscy gospodarze.

Zrobiło się późnawo, wyruszyliśmy w kierunku naszej kwatery, do Bernbach. Tam również nas przywitano szampanem i oddali cały hotel do naszej dyspozycji.  Nie obyło się bez mini sesji :).

Fotograficzne podsumowanie dnia pierwszego

Dzień drugi

To bardzo ważny dzień dla gospodarzy, ponieważ był to dzień zwiedzania hotelu dla gości i z tej okazji odbył się mały festyn, które uwielbiają Niemcy. Dopiszę jeszcze, że wówczas w niedzielę z niecierpliwością czekano na mecz niemieckiej drużyny z Anglią, oczywiście wygrany mecz.

Większość czasu spędziliśmy na rozmowach, obserwacjach z przerwą na obiad (bawarskie szpecle) i zwiedzanie pobliskiego klasztoru a zarazem sanatorium dla osób niepełnosprawnych, w Ursbergu.

Bawarczycy  w niedzielę faktycznie odpoczywają i rzadko kiedy spędzają ją w domu. Bardzo często wyjeżdżają spoza miasto autami bądź jednośladowcami i korzystając z okazji, zwiedzają pobliskie festyny. Teren nie jest łatwy, jest rozmaity pod względem podjazdów i zjazdów ale też jest zalesiony – każde gospodarstwo ma swój las.

Korzystając z okazji, wieczorem zorganizowaliśmy polski afterek, na który zaprosiliśmy całą familię gospodarzy oraz ich znajomych. Były polski bigos, pierogi, sałatki, mięsa i polskie odmiany gyrosów. Nie zabrakło polskich procentów i odpowiedniej polskiej muzyki. Dzięki temu jeszcze bardziej przybliżyliśmy się do naszych bawarskich przyjaciół, niektórzy porozumiewali pokazując coś, inni po niemiecku a nieliczni angielskim.

Kto chciał, to oczywiście mógł spróbować tabaki, która jest dość charakterystyczna dla tego regionu. Impreza trwała do późnych godzin, goście obżarli się ale i też napoili. Wyszli bardzo bardzo zadowoleni. Suma sumarium – mogliśmy się Im odwdzięczyć za zaproszenie.

Fotograficzne podsumowanie dnia drugiego

W następnym wpisie opiszę 3.,4. i 5.ty dzień pobytu na Bawarii ;). Jakieś pytania… o podsumowanie pokuszę się w 3.cim wpisie. :)

Lifestyle
Śmierć na drogach!
Lifestyle
Digitalizacja biurka – podsumowanie
Lifestyle
Google Calendar vs “Jutro swieto? Jakie?!”
%d bloggers like this: