Lifestyle

Jaki GPS na rower?


Patrząc na zastosowanie smartfona w turystyce rowerowej, stwierdzam że w większości przypadków nie nadaje się on jako gps na rower, pomimo wysypu urządzeń mobilnych obsługujących ANT+ i BLE (Bluetooth Low Energy), współpracujące z smartwatch’ami. Piszę to jako użytkownik androida, a zarazem jako rowerowy turysta.

Tytułem wstępu

Dylematy z urządzeniami GPS dedykowanymi rowerzystom są na porządku dziennym praktycznie na początku każdego sezonu rowerowego. I ja również sobie zadawałem takie pytania i jak na androidowca przystało, początkowo odpowiedź była dość oczywista. Wielokrotnie opisywałem aplikacje do zadań turystycznych, choćby Locusa Pro/Free a także zapomnianego, topornego w obsłudze, Trekbuddy, które spisywały się na pierwszych wycieczkach rowerowych, lecz apetyt rośnie w miarę jedzenia i chciałem więcej.

Zanim przejdziecie do dalszej lektury, polecam zapoznać się z recenzjami urządzeń, które miałem okazję testować i to one zainspirowały mnie do takiego a nie innego tematu.

Smartfon

Byłem zachwycony możliwościami, jakie dawały aplikacje instalowane na moich smartfonach. Gdy potrzebowałem rejestrować jakąś trasę, wystarczyło odpalić jedną z w/w aplikacji, by potem zaimportować do wszelkich serwisów ze statystykami. Mogłem w każdej chwili skorzystać z map google, by zobaczyć gdzie dalej jechać albo skorzystać ze sposobu zapisywania fragmentów map, które umożliwia Locus. Podobnie jest z atrakcjami turystycznymi czy prognozami pogody.

Obecnie jest szał na smartwatch (np, Sony), które w połączeniu ze smartfonami i aplikacjami, są w stanie pełnić rolę asystenta, rejestrującego pracę serca, tempo biegania i kilometraż. Dzięki temu kilka urządzeń zostało zintegrowane w jedno, no może w dwa.

Jest jeszcze wiele innych zalet współczesnych smartfonów, zwłaszcza wodo- / kurzo- / wstrząsoodporny ale niestety przeważają wady, których jest bez liku. Jedną z najważniejszych wad to niestety cholernie krótki czas pracy smartfona przy rejestrowaniu tras GPS, połączeniu z Internetem czy też współpracującego z smartwatch za pośrednictwem BT.
Pomimo tak ciekawych i innowacyjnych rozwiązań, nadal mają dramatycznie słabą widoczność w pełnym słońcu – najczęściej trzeba zjechać do cienia, żeby móc odczytać więcej informacji. Warto zwrócić uwagę na fatalną – mimo rozwoju – współpracę z mobilnymi systemami operacyjnymi, które od czasu do czasu wymagają restartu, przerwy, albo przestają ot tak pracować. Tutaj mam na myśli androida, który nie zawsze radzi sobie w skrajnych sytuacjach, gdy mamy włączonego loggera, appkę do map, a jednocześnie prowadzimy długą rozmowę telefoniczną. Nie jest to częsta sytuacja ale w przeszłości bywało i tak, zwłaszcza na urządzeniach o mniejszej ilości pamięci operacyjnej.

Oczywiście, że wiele wad można skompensować odpowiednimi rozwiązaniami, jak chociażby powerbankiem, przedłużającym czas pracy urządzenia. To również przetestowałem i tak, sprawdzało się przez dłuższy czas. Niestety im bardziej zaawansowany smartfon, tym więcej prądu powerbank musi mu udostępnić by ten się ładował.

powerbank

Powerbank służył b.dobrze ale neistety nei dawał rady z coraz co mocniejszymi zabawkami

Wielokrotnie myślałem o zakupie smartfona, który przeznaczyłbym na wyprawy rowerowe, co wymagałoby ode mnie wiedzy nt. romów, optymalizacji ustawień systemu oraz wgraniem odpowiednich aplikacji. Jest to możliwe, ale koszt takiego przygotowania przekroczyłyby budżet, jaki można było przeznaczyć np. na gps loggery.

holux GPSport 245 - opakowanie

Przykład budżetowego gps loggera – Holux GPSport 245

I jeszcze jedna kwestia. Wytrzymałość urządzeń w trakcie rzęsistych ulew, wysokich temperatur czy wstrząsów, na jakie byłyby narażone, że o odporności na uderzenia nie wspomnę. Wystarczy spojrzeć na moją patelnię.

Nawigacja GPS

Mam świadomość, że nawigacje GPS są wciąż o dużo za drogie i przez to mało konkurencyjne w stosunku do smartfonowych odpowiedników. Dla przykładu, produkty garmina, mające niemalże monopol na rynku ręcznych nawigacji, kosztują niemało, choćby wspomniana Dakota która kosztowała mnie 800zł.

Porownanie 2 garminow 2

 

Trzeba przyznać, ze ich system nie jest user-friendly, wymaga cofnięcia się do czasów palmtopów – paradoksalnie jest to atutem tych urządzeń. Jestem wyznawca zasady, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Garmin i konkurencyjne produkty mają system skrojony idealnie pod nawigację i zadania stricte outdoorowe. I to w zupełności powinno wystarczyć.

Odporność na czynniki zewnętrze (takie jak upadki, wilgotność czy zarysowanie) to cechy charakteystyczne urządzeń GPS. Wprawdzie smarfony zaczynają być odporne, ale nie osiągnęły takiego poziomu zabezpieczenia.

Szczerze?

Jeszcze takiego smartfona nie spotkałem, a i producenci nie kwapią się by ich smartfony były pancerne.

Koronnym argumentem jest właśnie czas pracy na akumulatorach, który jest niezaprzeczalnie dłuższy niż w przypadku smarfonów. Ba, w większości przypadkach są one wymienne, można akumulatorki zastąpić alkalicznymi bateryjkami kupionymi na każdym zadupiu. Fakt, że coraz częściej spotyka się jednolite obudowy, z wbudowanym akumulatorem, ale nie znaczy to że są gorsze od starszych wersji.

Z dostępnością map nie powinno być problemów, ponieważ na wielu rodzimych i zagranicznych forach są mapy do pobrania, przygotowane przez samych użytkowników, fanów urządzeń mobilnych. Poza tym istnieje wiele otwartych projektów, którem można wykorzystać nieodpłatnie do niekomercyjnych celów – mam tu na myśli takie jak: OSM, UMP PC. Wystarczy pobrać pliki img i wrzucić na kartę pamięci urządzenia. Także rodzimi wydawcy map prowadzą swoje elektroniczne sklepy z mapami poszczególnych okolic, choć tutaj skupiają się głównie na górach.

de gustibus non est disputandum

Zestawiłem najważniejsze plusy i minusy urządzeń mobilnych, których używam przy każdej wycieczce, ale podkreślam jedno: wszystko zależy od tego, kto ma jakie wymagania.

Dla sportowców, najważniejszą cechą będzie nie mapnik, a dokładność statystyk i wsparcie dla urządzeń zgodnych ze standardem ANT+, że o czasie pracy nie wspomnę. Dla turysty rowerowego najważniejsza będzie dokładność map i odwzorowanie zaprojektowanej trasy bądź widoczność dostępnych szlaków na ekranie odbiornika. Dla niedzielnego rowerzysty, zwykłe endomondo w zupełności wystarczy, choć nie można zapomnieć, że Endomondo lubi gubić sygnał, przez coś oszukuje usera w statystykach.

W moim przypadku Garmin spełnia swoje zadania, ale nie zrezygnowałem do końca ze smarfona, który nadal służy jako mapnik (gdy potrzebuję na szybko rozejrzeć się dokąd można dojechać) czy pogodynkę – wkrótce opiszę kilka appek, które moim zdaniem zasługują na uwagę.

No i do robienia zdjęć, wrzucania na insta.

Czas pokaże, czy kiedykolwiek zdecyduję się na nowinki typu smartwatch, tego nie wiem. Jestem ciekaw Waszego zdania na temat GPS na rower: ręczna nawigacja czy jednak smartphone?

 

Testy
Garmin Dakota 20
Testy
TwoNav Sportiva 2+
Konsument
Co poszło nie tak z najnowszymi smartfonami?
  • A dopiero co Spider’s Web pisał w tym tygodniu że GPSu nie warto kupować ;-)
    http://www.spidersweb.pl/2014/06/tych-technologii-nie-warto-kupowac.html

    • Z tym zewnętrznym gps to wiesz prawda jest w pośrodku. Dla osoby, która sporadycznie korzysta z nawigacji GPS’a, smartfon będzie idealnym rozwiazanie. Dla tych, którzy z takich zew. urządzeń, to standard na trasach, to największą wygodą bedzie właśnei dedyowane urządzenie, choć moze to być wciąż tablet ale z dobrym schłodzeniem ;)

      Prawda jest to, co napisałeś w komentarzu: bardzo się przegrzewa telefon. Przez co czesto dochodzi do restartu telefonu.

  • Nie powiedziałabym, żeby garminy były odporne na upadki. Większość użytkowników Dakoty zabiła szybkę w niecały rok. My mieliśmy starszy model, w teorii odporniejszy, bo niedotykowy… Meteor go załatwił w pół roku (model był używany, ale nie więcej niż rok przed nami). Niemniej z pewnością bardziej odporne od nawi samochodowych. Czy giepsów, to już zależy na co ten gieps wystawiamy i do czego używamy. Mnie gps przydaje się w sytuacjach awaryjnych, nawigacji jako takiej nie potrzebuję, doskonale orientuję się w terenie i bez niej. A w sumie to wolę laminowane mapy.

  • Mateusz

    Moja opinia pewnie nie będzie do końca bezstronna bo garminów używam długo długo i nie wyobrażam sobie korzystania z czegoś innego do nawigacji outdoorowej. Ale do rzeczy. Garmin od pewnego czasu rozbił swoje urządzenia na kilka linii: urządzenia stricte do hard-outdooru – wg mnie serie GPSMap, odporne, toporne, z bateriami AA, można tym rzucać, topić i wszystko działa. Urządzenia do lekkiego trekkingu i to jest właśnie Dakota itp wynalazki z dotykowymi wyświetlaczami (brr, dotyk? w nawigacji outdoor? PO CO?) z możliwością robienia zdjęć itp. Trzeci trend to prawie smartfony – nie pamiętam modelu ale garmin ma coś takiego, drogie ale jest to prawie telefon bo ma androida na pokładzie o ile pamiętam :)
    Wszystko pozostaje więc kwestią wyboru i dopasowania do pewnych preferencji, tym niemniej oczywiście zgadzam się z Jakubem, że do smartfona się nie wraca a “pszemek” to trekinguje po mieście gdzie smartfon w zupełności wystarcza. No i ostatnia sprawa – jak wyszukiwanie słabo działa to trzeba sobie kupić pl topo która jest w pełni routowalna, ma w cholerę poi i całkiem nieźle daje się jej używać zupełnie bez smartfona :)

  • Damek

    Nie bawię się w jakieś rejestracje tras, czy upload statystyk. Nawigacji używam wyłącznie do rezeznania gdzie jestem. Przy wyborze nowego telefonu kierowałem się “rowerowymi” kryteriami: smartfon (przegladarka www, podstawowe aplikacje, multitasking, itd), duży przejrzysty wyświetlacz (ale nie cegła), dotykowy (oporowy – reakcja na rysik, patyk, palec – również w rękawiczce), odtwarzacz muzyki (tak żeby nie wozić dodatkowego odtwarzacza mp3), długi czas działania na baterii (oczywista oczywistość), solidny (żebym nie musiał się z nim obchodzic jak ze zgniłym jajkiem), no i GPS (bez płatnych subskrypcji, map, itp). Wybrałem Nokie 5230. Spełnia idealnie swoje zadanie. Używam go już od 5 lat, i nie mam żadnego powodu, aby rozglądać się za nowszym sprzętem.

    • Każdy ma swojego asa w rękawie ale jesli jesteś przekonany do takiego urządzenia, totalnie mu ufając… to wszystko jasne :)

  • Michał Górka

    Ja nie mam smartphona, bo ich nie lubię, ale na wyprawy wożę ze sobą duży tablet i zupełnie nie narzekam na czas pracy baterii, gryż przy rejestrowaniu trasy dwoma programami naraz i używaniu tabletu do kilku innych rzeczy, bateria wystarcza na 14 godzin jazdy. Oczywiście mam przy sobie także powerbank, a nawet dwa, ale tylko na wypadek nocowania w lesie, by przez noc naładować tablet do pełna. Wadą tabletu jest to, że przy każdym sprawdzaniu trasy trzeba się zatrzymać i wyjąć go z sakwy, dlatego jadąc przez duże miasto używam do nawigacji starej nokii 6120 z osobnym modułem gps. Jest poręczna, a moduł pięknie działa, wygodniej na nią zerkać niż na dużego smartphona.

%d bloggers like this: