Rowerowy świat

Majówka 2016 – Czeska Szwajcaria


Po rocznej nieobecności znów wróciłem na weekend w polsko-czeskie góry – tym razem jako bazę wybraliśmy z kolegą dobrze znany nam Świeradów Zdrój. I tak właśnie powstała Czeska Szwajcaria.

1.dzień: Zajęcznik (18.5km)

Nie miałem okazji przejechać po polskich singlach, więc chwilę po przyjeździe, ruszyliśmy na objazd szlaku. Tak się złożyło, że dołączyli do nas koledzy z Poznania, którzy też przyjechali na objazd, a których poznaliśmy na miejscu.

Niby krótka trasa, ale już sam początek dał w kość – długi podjazd w stronę Ski Sun, a tym samym w pobliżu startowego odcinka zarówno Zajęcznika jak i Czerniawskiej Kopy. Trasa technicznie nie była wymagająca, nie bardziej jak czerwony szlak po czeskiej stronie.

Tym razem udało się przejechać bez wyjebki, Ale kolega złapał zajączka na dziecinnie prostym odcinku. Zgubiliśmy kolegów w połowie trasy, więc wróciliśmy do bazy sami, przy okazji testując wytrzymałość hamulców na szybkim zjeździe.

2.dzień: Czeska Szwajcaria České Švýcarsko (80.9km)

W odróżnieniu od innych wypadów nie mieliśmy żadnych planów na kolejne dni, nawet awaryjnych. Z pomocą przyszedł blog Sebka z Bikestatu, który opisał swoje podróże w okolicach Trójstyku trzech państw. I wtedy w oko wpadła Czeska Szwajcaria, leżąca w zachodniej części Czech, granicząca z Łabą. I przez przypadek znalazłem też opis szlaku Kraju Piskovcovych Skał – szkoda, że sam ślad nie był osadzony na interaktywnej mapie.

Mając tak obrany cel, zaczęliśmy analizować dostępne w sieci opisy, zdjęcia i wreszcie trasy. Tak na gorąco podjąłem decyzję, że autem podjedziemy do Rybniště, odległej od Świeradowa o jakieś 75 – 80km, tuż na granicy czesko-niemieckiej – po drodze zwiedzając polsko-czesko-niemieckie wsie i miasteczka, gdzie można było ujrzeć diametralne różnice kulturowo-bytowe. Pogoda od rana dopisywała, a prognozy na późniejsze godziny również były optymistyczne, ale temperatura wyraźnie spadła, więc też trzeba było zabezpieczyć się nieco cieplejszym ubiorem.

Intrygowała mnie nazwa regionu Czeska Szwajcaria czy Saksońskiej, leżącej po niemieckiej stronie łabskiego kanonu – bo niby skąd Szwajcaria w Czechach?

Artyści urzeczeni pięknem tutejszych krajobrazów, nazwali ten usiany skałkami obszar „Szwajcarią na obczyźnie”. To określenie weszło do obiegu pod koniec XVIII wieku. Z czasem wprowadzono nieco sztuczny podział na Szwajcarię Czeską oraz Saksońską. źródło

Wystartowaliśmy rowerami z Rybniste w stronę Chřibská, gdzie znajdowała się swego rodzaju brama do PN Czeska Szwajcaria. Krajobraz momentalnie się zmienił, znaleźliśmy się w wąwozie, otoczonymi wysokimi drzewami iglastymi, a pobocza były porośnięte mchem.

Tym samym mamy okazję oglądać niesamowite formacje skalne, a w połączeniu z licznymi zakrętami, zjazdami czy też podjazdami można podsumować to tak: świetny teren pod rowerowe wypady. Aż żałuję, że nie mogliśmy obejrzeć słynnej Pravčická brána czy Pańskiej Skały, ale nie wszędzie można było dojechać rowerem.

Kolejnym ciekawym punktem wyprawy było miasteczko Hřensko, położone w skalnym kanonie, nad którym górowały potężne kamienie, a dołem płynęła rzeka Kamenice, która za chwilę łączyła się z dużo większą Łabą. Samo miasteczko wydawało się niczym z baśniowych filmów, domy wyglądające na wykute ze skał, a całość uwieczniła mniejszość azjatycka, która …. opanowała lokalny rynek upominków, podarunków i tanich ubrań.

Zmieniamy teraz kierunek jazdy, w stronę Děčína, wzdłuż kanionu rzeki Łaby, a tam były świetne widoki. Szkoda, że pogoda zaczęła się psuć, a w okolicy nie było żadnego mostu, pozwalającego na przejazd na drugi brzeg Łaby, gdzie można było zaobserwować ścieżkę rowerową.

majowka2016-020

Nad Łabą tuż przed Decinem

Wszystko co piękne i fajne skończyło się, trzeba było obrać kierunek Rybniste przez: Ludvikovice, Ceska Kamienica czy Młyny; w przeciwieństwie do pierwszej połowy wycieczki, było miejscami nudno, ale przynajmniej pozwiedzaliśmy czeskie miejscowości, miejscową florę, zwłaszcza Lužické hory.

Miało być 55+km, a wyszło niewiele ponad 80km, ale najważniejsze, że pogoda i nasze rowery dopisały. Z całą pewnością warto powrócić do Czeskiej Szwajcarii, odkryć jej piękno z poziomu roweru, ale przede wszystkim z poziomu pieszych wędrówek. Nie bez powodu mówią, że to jedno z najpiększniejszych pieszych szlaków, zwłaszcza pod kątem rodzinnej turystyki z maluchem na pokładzie.

3.dzień – Dookoła Kwisy

Dla odmiany, pogoda się zepsuła i od rana zaczął padać z przerwami deszcz albo śnieg – temperatura nie przekraczała 5°C. Ale wiecie, nie po to przyjechaliśmy do Świeradowa, żeby siedzieć w bazie z powodu chwilowo złej pogody. Więc szybki research, i znalazłem krótką, ale ciekawą propozycję objazdu trasy Dookoła Kwisy – ciesze się, że autorzy strony udostępnili ślad za pośrednictwem Traseo.

Mimo początkowego deszczowo-śniegowego falstartu, pogoda dała nam piękne słoneczne okienko – dość napisać, że na niektórych odcinkach było bardzo sucho!

Oraz nieudany atak na Czerniawską Kope

Chwilowa poprawa pogody uśpiła moją czujność i gdy kolejny ruszyłem na podbój pobliskich singletracków, zaczęło mocno padać. Przeczekałem kilkanaście minut i ruszyłem w stronę Ski&Sun, by potem startować z ulicy Strażackiem w stronę Czerniawskiej Kopy.

Byłoby fajnie, gdyby nie to, że po kilku minutach jazdy pojawiła się informacja o wyłączeniu trasy z powodu ścinki drzew. Nie macie pojęcia jak byłem tym faktem poirytowany, ale nie dałem za wygraną. Pojechałem dalej, właściwie miejscami musiałem sprowadzić rower, a w międzyczasie znów pogoda zaczęła się psuć, było słychać grzmoty, więc … tym razem odpuściłem. A do tego pomyliłem kierunki i zamiast do centrum Świeradowa, udałem się w stronę Stogu Izerskiego :D

Spontaniczny timelapse

Na krótko przed wyjazdem zamówiłem sobie mały uchwyt do smartfona, a mając tak cudowny widok na urokliwą dolinę, zmienne warunki pogodowe, to zacząłem się bawić ze stworzeniem timelapse. Po kilku próbnych testach, kupiłem Lapse It Pro i zaczałęm poważniej podchodzić do tego tematu.

I tak właśnie, po kilku godzinach zabawy udało się stworzyć coś takiego

Może to nie materiał pierwszej klasy, ale jak na pierwszy raz – wyszło świetnie. Co o tym sądzicie?

Podsumowując – nie było tak źle

Tegoroczny wypad został zrealizowany dużo później, niż te w latach ubiegłych, ale dobrze, że tak się stało. Pogoda w górach była jeszcze zimowa, a w wyższych partiach gór leżał śnieg, więc warunki byłyby jeszcze gorsze niż to, co mieliśmy teraz. Ale minimalny plan został zrealizowany; zaliczyliśmy ciekawy region w Czechach, powspinalśmy się na szlaku oraz poszaleliśmy na singlach.

Muszę dodać, że coraz częściej zastanawiam się nad wrześniowym terminem wyjazdów w góry. Raz, że stabilniejsza pogoda, dwa – ciepło by się utrzymało, a trzy – wtedy byłoby po szczycie sezonowym, więc nie byłoby problemu z noclegami.

Do przemyślenia :)

Bonus – do pobrania gpx

Mając na uwadze, jak ciężko jest o dobrej jakości ślady gpx, gotowe do wgrania do rowerowych nawigacji, udostępniam zapis z Czeskiej Szwajcarii za pośrednictwem serwisu gpsies.com:

Rowerowy świat
Kross b4 Level – rok z 29er
Rowerowy świat
Bar Fly – uniwersalny uchwyt do licznika, kamerki i lampki
Poradnik
Darmowe mapy do GPS
  • O jaaa, ale Wam fajnie. Mnie ostatnio fundusze trochę ograniczają dalsze wyjazdy, ale jest plan odkuć się finansowo do jesieni, więc może wtedy ruszymy gdzieś dalej. :)

    • Myślę, ze sezon jesienny byłby bardziej korzystny pogodowo ;-) polecam Czechy, bo region jest dośc przyjaźny, ma coś w sobie. – kurde w przyszłośc muszę objechać i Czechy i Słowację :D

      • Ja znam głównie przygraniczną Słowację, dzięki sąsiedztwu Beskidu Niskiego, ale też jechaliśmy przez moment przy granicy z Węgrami. Czechy słabiej, ale to jedna “słowiańska” kultura, więc wielkich różnic nie ma, to znaczy dla turysty, bo dla osób tam mieszkających to co innego. Na pewno chciałabym wreszcie zwiedzić dokumentnie Pragę, to piękne miasto, a jakoś się nie składa.

  • AniaJania

    Ja trafiłam na taką trasę kiedyś https://notatek.pl/projekt-wycieczki-swieradow-zdroj-liberec-szklarska-poreba ale Twoja wydaje się ciekawsza:)

%d bloggers like this: