Rowerowy świat

Bike Challenge 2016


Tak mi się spodobało w zeszłym roku w Poznaniu, że nie mogło mnie zabraknąć na tegorocznej Bike Challenge 2016. To jeden z największych, o ile nie największy, amatorski wyścig kolarski w Polsce. Mając wreszcie swoją szosówkę, mogłem nawiązać rywalizację z lepszymi uczestnikami, a chociażby spróbować zejść poniżej 3h 30min. I wiecie co? Udało się!

Mój cel na Bike Challenge 2016

To był mój drugi udział w tej imprezie – w zeszłej edycji jechałem na moim 29erze firmy Kross, gdzie komfort był o wiele większy niż na szosie, a i wynik na szerszych oponach mnie bardzo zadowolił. Tym razem jechałem na szosówce Triban, więc trzeba było podnieść poprzeczkę nieco wyżej; zejść z czasem poniżej 3:30 h ze średnią powyżej 32km/h. A przede wszystkim dojechać w jednym kawałku, bo o kraksy było, jest i będzie łatwo w takich zawodach.

bike-challenge-oficjalnie

Rejestracja + pakiet

Podobnie jak w zeszłym roku, rejestracja ruszyła w okresie zimowo-wiosennym i już wtedy nowościami były: zmiana nazwy głównej imprezy (z Poznań Bike Challenge na Bike Challenge) oraz pojawienie się drugiego miasta (Wrocławia) na liście do wyboru. Nie miałem wątpliwosci co do wyboru Poznania jako miasta głównego, gdyż był poza wakacyjnym terminem.

Zastanawiałem się nad deklaracją prędkości, bo po pierwsze – nie wiedziałem z jaką prędkością faktycznie jestem w stanie jechać przez cały wyścig (dopiero zaczynałem przygody z kolarstwem), a po drugie – to nie chciałem za bardzo blokować tych, którzy jeżdżą o wiele szybciej niż ja. I tak doszedłem do wniosku, ze 30 km/h będzie na miarę moich możliwości, a w razie lepszej kondycji będę mógł gonić kolejne peletony.

bike-challenge-2016-zestaw

Za 100 zł otrzymałem:

  • czapeczkę kolarską – nareszcie w moich barwach,
  • batona + żel + kubek z owsianką treningową,
  • opaskę żywieniową,
  • numerki + agrafki,
  • worek,
  • bluzkę,
  • naklejki,
  • broszurki sponsorów z zniżkami.

Jestem pod wrażeniem przygotowanego zestawu, no może poza koszulką, która dla odmiany była za mała – rolę odegrała zmiana producenta koszulki. Poszedłem wymienić na większy rozmiar, ale zostałem tą oczojebną. I nawet znalazły się agrafki, o co postarała się firma Ofix.pl. Well done Panie i Panowie.

Dzień “0”

Niedziela zapowiadała się bardzo upalna, iście w afrykańskim stylu, czego trochę się obawiałem – w warunkach miejskich można nieźle się zagotować i zmarnować niepotrzebnie energię na oczekiwaniu na sygnał startowy. Do Poznania pojechałem pociągiem w towarzystwie Marcina, dzięki czemu spokojnie mogliśmy sobie obgadać sprawę wyścigu.

Na miejscu wizyta w biurze, przepakowanie bagaży i wreszcie oddanie reszty w worku do depozytu. Spotkaliśmy znajomych, pogadaliśmy, poprzecieraliśmy miedzy stanowiskami (m.in. Rowertour, Decathon) oraz między foodtrackami.

Po przejściu do strefy startowej okazało się, że strefa D była przepełniona i trzeba było czekać na wolne miejsce. Choć ta sytuacja mogła negatywnie odbić się na psychice, to i tak nie miała znaczenia dla startu; wszyscy – niezależnie od wybranej średniej prędkości – są mierzeni od przekroczenia linii startowej.

Trasa

Wystartowałem prawie 15 minut później w stosunku do czołówki grupy A, najpierw jechaliśmy ulicami centrum Poznania, by potem udać się w stronę ‘starej’ drogi do Gniezna. W tym roku trasa przebiegała dokładnie odwrotnie w stosunku do zeszłorocznej, czyli teoretycznie najgorsze odcinki były na początku wyścigu (mówię o podjazdach na pograniczu Puszczy Zielonki i gorszych odcinkach między Wierzonką a Wronczynem). Reszta przebiegła bez większych przygód.

Zabezpieczenie trasy było niemal wzorowe poza kilkoma przypadkami, gdy policjanci bądź inne służby przepuszczały pojedyncze auta na skrzyżowaniach – niby szczegół, ale czasem chwila nieuwagi i byłaby kolizja z autem. Np. na trasie wyścigu można było spotkać nieuprawnione auta, poruszające się w przeciwnym kierunku.

Impreza z pewnością nie udałaby się, gdyby nie zastępy wolontariuszek i wolontariuszy, którzy na każdym punkcie żywieniowym obsługiwali zawodników i czuwali także nad zabezpieczeniem trasy. Pozytywną niespodziankę sprawili na ostatnich 25km wyścigu pod postacią dodatkowego, niezapowiedzianego punktu żywieniowego.

120 km … w teorii bo w praktyce było prawie 117 km (nawet 115km), ale na wrześniowe Grand Fondo via Strava w zupełności starczyło. Szkoda, że te 120 to taki chwyt marketingowy, bo nawet na naklejkach z rozpiską trasy widniała cyfra 117.

Podsumowanie Bike Challenge 2016

To było prawdziwe rowerowe święto każdego zawodnika, niezależnie od wieku. To także święto kibiców, których nie brakowało na ulicach Poznania oraz podpoznańskich wsi i miasteczek. Nie zabrakło bohaterów, którzy postąpili fair play – tutaj jest dowód.

Niestety nie zabrakło kraks, zarówno na dystansie 50 km, jak i na 120 km – w większości musiała interweniować karetka. Osobiście nie miałem takich sytuacji, jedynie widziałem smutnych kolarzy, którzy czekali w cieniu na pomoc (w sensie wóz serwisowy) i raczej nie kontynuowali dalszej rywalizacji.

Powtórzę to, co napisałem w zeszłym roku

Wielkie brawa dla każdego Zawodnika, spisaliście się na medal. Nieważne, którą lokatę zdobyliśmy, ważne, że jak trzeba było, to zatrzymaliście się, rzuciliście dętkami czy pompkami. Wspieraliście słabszego tekstem „dalej, dalej, dalej, łap koło i kręć”. Wskazywaliście kierunek jazdy, zasygnalizowaliście skręty w lewo, w prawo czy ostrzegaliście o wszelkich przeszkodach przed sobą.

I tak, już teraz wiem, że wezmę udział w 3.edycji Bike Challenge w stolicy Pyrlandii, gdzie po prostu się dobrze jeździ na rowerze. Pomimo niegatywnego nastawienia Poznaniaków, poznańskich kierowców. No coż, raz na jakiś czas mogą zrezygnować z auta i skorzystać z pięknej pogody, prawda?

Wyniki

Jak już wspomniałem, startowałem z nadzieją na zejscie poniżej 3:30 i udało się w 100%. Oficjalnie wyniki prezentują sie tak:

  • czas: 3:21:46
  • OPEN 710
  • kat. wiek. 258
  • kat. szosowa 653
  • kat. grupowa 683.

Natomiast Segment na stravie wygląda tak:

a moja jazda tak:

No i jako wisienkę do tortu wirtualny wyścig z flyby w ramach Przerzyj to jeszcze raz.

A tak wyglądało w zeszłym roku:

11838894_932411653495259_6457640784867773951_o

Rowerowy świat
Bar Fly – uniwersalny uchwyt do licznika, kamerki i lampki
Recenzje
Papierowa prasa: Rowertour i Szosa
Poradnik
Nawigacja w Locus Map na podstawie dodatku BRouter
  • Dobra robota!

    Kurcze, dla mnie tempo nieosiągalne :( Ponad 30km/h to ja mogę utrzymać na 40-50km, nie ponad setce. Zazdroszczę.

    Jak jedziesz sam taki dystans, też pociągniesz podobnie, czy to zrobiła kwestia jazdy w peletonie?

    • Hej,

      Generalnie jak jadę SOLO to staram utrzymywać średnią 30-32km/h ale wyższe tempo to jest oczywiśćie kwestia peletonu, w którym ktoś ciągnie (osłania przed wiatrem) a każda kolejna osoba trzyma koło. i Wymiana. Mógłbym zaryzykować stwierdzeniem ze średnia mogła być nieco wyższa ale nie chciałem przeszarzować – a właściwie to sie bałem przepalenia organizmu.

      Ale o jednej rzeczy nie wspomniałem. Dużą dawkę energii wygenerowały Tatry, gdzie miałem sposobność jeżdżenia dzięki grupie chłopaków z Wrześni. Były ścianki, były zjazdy a przede wszystkim spora dawka nauki.

      Masz to szczęscie, ze kilka mniejszych górek w Twoich okolicach jest, w końcu to Dolina Noteci, nieprawdaż? :)

  • Pingback: Subiektywna relacja z Bike Challenge 2017 • Bobiko()

%d bloggers like this: