Lifestyle

Marcowa Fuerteventura


Początek roku 2016 – zgodnie z przewidywaniami – był niezwykle intensywnym i wyczerpującym okresem dla nas obojga. Pogoda w Polsce nie rozpieszczała, brakowało zimy i promieni słonecznych. więc dałem się namówić na tygodniowy pobyt pod palmami. Tak, Fuerteventura była niemal idealnym miejscem na odpoczynek, z dala od codziennych trosk i odpowiednia na ładowanie baterii.

Fuerteventura – idea

Na wycieczkę namówiła mnie narzeczona. Początkowo nie byłem przekonany do tego typu wyjazdów, ale perspektywa odpoczywania pod palmą z dala od codziennych trosk była bardzo kusząca, zwłaszcza, że jeszcze nigdy nie byłem tak daleko.

Zdecydowaliśmy się na skorzystanie z oferty biura podróży ITAKA i trafiliśmy na korzystną ofertę z serii Last-Minute.

Lot

Dotychczas nie miałem żadnego doświadczenia w lotach kontynentalnych, europejskich, zwłaszcza Boeingiem 737, którego znałem tylko z fotografii. Za to obudziły się we mnie pewne obawy – tyle się mówi o katastrofach lotniczych. Ale statystycznie istnieje przekonanie, że loty samolotem należą do jednych z najbezpieczniejszych komunikacji; dużo bardziej prawdopodobniejsze są wypadki samochodowe bądź rowerowe.

Międzylądowanie

Z poznańskiej Ławicy wylecieliśmy samolotem czeskich linii lotniczych punktualnie z międzylądowaniem w Gdańsku. Wystarczyło zaledwie 30 minut, by znaleźć się na lotnisku im. Lecha Wałęsy. Po paru minutach odprawy, wreszcie, w promieniach zachodzącego słońca odlecieliśmy w kierunku Wysp Kanaryjskich.

I choć niewiele widzieliśmy zza okna, to jednak mieliśmy okazję obserwować oświetlone miasta i miasteczka – chociażby Madryt i Lizbonę.

Problem z uszami

W trakcie lądowania w Puerto del Rosario doświadczyłem przykrego i silnego bólu w lewym uchu – podobnie było w trakcie powrotu do Polski. I choć byłem uprzedzony o możliwych komplikacjach w trakcie startu / lądowania, to byłem tym faktem zaskoczony; trochę trwało, zanim ucho odkorkowało się na dobre.

Rozmawiałem o tym z laryngologiem i poinformował mnie, że takie rzeczy mogą się zdarzyć, zwłaszcza gdy np. mam krzywą przegrodę nosową i mogły wystąpić zaburzenia w wyrównaniu ciśnień między uszami.

Fuerteventura – podstawowe informacje

Fuerteventura należy do archipelagu Wysp Kanaryjskich, położonych na Oceanie Atlantyckim, jakieś 100-150km od brzegu Afryki, a wraz z Lanzarote i Gran Canaria tworzy prowincję Las Palmas. Należy do Hiszpanii, ale posiada własną autonomię, podobnie jak Katalonia i dlatego językiem urzędowym jest hiszpański.

Klimat

Na wyspie klimat jest bardzo suchy, a wiosną – czego najbardziej się bałem – może pojawić się saharyjska Kalima oraz niższe niż zazwyczaj temperatury powietrza w ciagu dnia (tak max 20*C). Zaledwie przez kilka dni w roku można spodziewać się opadów deszczu. Na miejscu okazało się, że byliśmy prawdziwymi szczęściarzami, ponieważ zaledwie kilka dni wcześniej było znaczniej chłodniej, a słońce wychodziło bardzo rzadko.

Wprawdzie mieliśmy okazję przeżyć tylko i aż jeden taki dzień, ale przez resztę naszego pobytu było bardzo słonecznie – przyznam szczerze, że pod koniec pobytu miałem dość słońca i niespodziewanie “spaliłem” czoło.

Krajobraz

Na Fuerteventurze dominuje pustynny, wulkaniczny krajobraz, naznaczony masywami wulkanicznymi, którego najwyższym szczytem jest Pico de la Zarza. Ślady zielonej bujnej roślinności można znaleźć jedynie w pobliżu ośrodków wypoczynkowych (głownie miasta) – tak wszędzie jest ciemny piach i skaliste wybrzeża.

Jedyny wyjątek stanowią Grandes Playas de Corralejo, będącym częścią Parku Naturalnego o saharyjskim pochodzeniu: złoty drobny piasek, palmy, nawiewane drogi, ogromne wydmy, a całość dopełnia błękitny ocean i wiecznie wiejący wiatr.

Corralejo

Główną bazą w trakcie tygodniowego pobytu był Papagayo Oasis z  Corralejo, znajdującą się w północnej części wyspy (dystrykt La Olivia). To największy ośrodek wypoczynkowy na Fuerteventurze, ale wywodzi się z osady rybackiej, której ślady widać w najstarszej, portowej części miasta.

Klimat miasta

Jak na ośrodek wypoczynkowy przystało, centrum pełne było restauracji, sklepów i centrów handlowych, dyskotek, szkół sportów wodnych, wypożyczalni. Corralejo ma niepowtarzalny klimat, który czuć w godzinach wieczornych w centrum, gdzie z kafejek wydobywa się muzyka, można spotkać naganiaczy, zachęcających do korzystania z usług restauracji czy kawiarni, a także integrować się z turystami i tubylcami.

Ot marcowa idylla.

Targ Senegalczyków i Chinatown

Nasz hotel był położony na obrzeżach miasta, co absolutnie nam to nie przeszkadzało, bo lubimy długie spacery. W pierwszym dniu trafiliśmy na targ, dość mocno wyróżniający się wśród lokalnej społeczności.

Był to targ, na którym można było spotkać zdecydowanie senegalską większość, organizowany dwa razy w tygodniu. Wszak ich obecność nie powinna dziwić ze względu na dość bliskie położenie względem Afryki, czemu Fuerteventura zawdzięcza saharyjski krajobraz. Jednak sytuacja polityczno-religijna wielu państw Afryki sprawiła, że niestety nie darzyliśmy ich dużym zaufaniem.

Za to obecność Chińczyków zaskoczyła nas totalnie. Podobnie jak Senegalczycy i jak miliardy obywateli Państwa Środka, trudnili się handlem. Główna ulica Corralejo (Av. Ntra. Sra. del Carmen) była pełna sklepów z chińską tandetą z elementami lokalnej kultury. Niech Was nie myli fakt chińskich sklepów, bowiem ceny były nieco wyższe, niż np. na chińskim Allegro.

Cóż…

Wiecznie wiejący wiatr i szerokie plaże

Nazwę wyspy – “Fuerteventura” –  można tłumaczyć tak: “wiecznie wieje” i rzeczywiście nie było dnia, kiedy wiatr ucichał. Wręcz przeciwnie, potrafił urywać łby nie jednym turystom, a sytuacje ratowały buffy na szyję i głowę, chroniące węzły chłonne.

Wiecznie wiejący wiatr to prawdziwy raj dla amatorów sportów wodnych, surferów i kitesurferów,  których można spotkać na szerokich plażach poza Corralejo oraz w południowej części wyspy, zwłaszcza w przepięknej Laguna Sotavento między Costa Calma a Jandia.

Fuerteventura – plaża Wysp Kanaryjskich

To, co najbardziej skusiło nas do wylotu na Fuerteventurę (oprócz pogody) to właśnie piękne szerokie plaże Grandes Playas de Corralejo, będące częścią Parku Naturalnego. To seria plaż i zatoczek z charakterystycznym złotym i drobnym piaskiem, którym możemy oberwać z powodu wiejącego wiatru.

Wprawdzie parawanu nie mieliśmy ze sobą i choć do dyspozycji był hotelowy basen, to woleliśmy codzienny spacer poza miasto, właśnie na te urokliwe plaże. Jednego dnia leżeliśmy blisko usypanych kamieni, osłaniających nas przed wiatrem i wysokimi falami oceanu, zaś drugiego podziwialiśmy kamieniste wybrzeże, dotąd przykryte przez ocean.

Usypane stosy kamieni były naturalnymi parawanami, które nie tylko chroniły przed wiatrem, piaskiem czy oceanem, ale były też miejscem urzędowania nudystów – przeważnie były to starsze osoby.

Wynajem auta na Fuercie

Co prawda mogliśmy korzystać z przygotowanych przez Rezydentów ofert, ale woleliśmy zwiedzanie wyspy na własną rękę.  W tym celu wynajęliśmy samochód i tutaj zaczęły się schody. O ile  ceny wynajmu są optymalne, o ile paliwo jest dużo tańsze niż w Europie, o tyle był problem z dostępnością aut, niezależnie od  kategorii.

Kosztorys

Zaprzyjaźniona z hotelem wypożyczalnia nie miała dostępnych aut, więc skorzystaliśmy z usług jednego z wielu biur i w ciągu kilkunastu minut (formalności), mieliśmy do dyspozycji białego Opla Corsę.

To było auto z  segmentu B i koszt wynajęcia wynosił  45€+ 50€ jako depozyt; oczywiście zatankowany do pełna i w takim stanie należało oddać.  Zrobiliśmy ponad 300 km, więc zatankowaliśmy niecałe 15l paliwa i ostatecznie przy przeliczeniu  1l  =  0.75€ wydaliśmy niecałe 11.5€.

Laguna Sotavento

Celem nr 1 było zwiedzanie wyspy i dotarcie do błękitnej laguny Sotavento. To plaża (a właściwie zespół plaż) o długości 9km, znajdująca się pomiędzy Costa Calmą a Jandą (południowa część Wyspy), będącą mekką kite- i wind- surferów ze względu na silne porywy wiatru.

Laguna ta jest rezerwatem przyrody, co jest powodem małej ilości zabudowań na tym terenie. Nieliczne hotele, ogromna przestrzeń plaży – to także idealne miejsce na wypoczynek z dala od ludzi.

La Cofete

La Cofete długa 12km dzika plaża, znajdująca się w północnej części półwyspu Jandia, do której trzeba dojechać żwirowatą, krętą i wąską, miejscami niebezpieczną, drogą. Nic dziwnego, że okolica nie jest uczęszczana przez turystów ani też nie jest ujęta w portfolio wielu znanych biur podroży.

I choć sama jazda po tych wąskich drogach może przyprawić o mdłości, to nie sposób zapomnieć widoku na złote plaże La Cofete oraz wściekle błękitnych oczu Atlantyku.

Dojechaliśmy Corsą bez większych problemów – chociaż dziś zastanawiam się, czy było to dozwolone. ;-) Na marginesie, zastanawialiśmy się, co to za willa, którą widzieliśmy z tej plaży. Okazuje się, że to  Villa del Winter, którą zarządał niegdyś Gustav Winter – zagadkowa postać, powiązana z Nazistami.

Rowerowy dzień

Tym razem skorzystałem z rowerowej wypożyczalni i podobnie jak w przypadku aut, trzeba było liczyć się z kiepską dostępnością rowerów. Warto zwrócić uwagę na możliwość dokonania korekty w konfiguracji, jak np. pedały spd czy hamulce hydrauliczne.

Wybrałem 29era w rozmiarze L o nienagannym wyglądzie i dobrej klasie osprzętowej oraz kask. Kosztowało mnie 10 €/dzień + 3 € za kask, w gratisie dorzucali pompkę i zestaw naprawczy.

Przygotowania

Cały dzień rowerowy można podzielić na 2 etapy z przerwą na obiad w hotelowej restauracji. Wybór tras nie był łatwy ze względu na nieznajomość tematu, więc na wszelki wypadek wgrałem kilka opcji do Locusa wraz z darmowymi mapami. Jako nawigację / licznik wziąłem opisany kilka miesięcy temu Sony Xperia Arc S wraz z uchwytem Finn – cały ten setup sprawdził się wyśmienicie.

Pętla nr 1: Corralejo – La Jares – La Oliva – Vallebron – Caldereta – El Habito – Dunas de Corralejo – Corralejo

To, co rzuciło się w oczy na trasie to dobra i rozwinięta sieć ścieżek rowerowych, oddzielonych od głównych dróg oraz typowo wulkaniczny krajobraz, pozbawiony drzew, których mi brakowało, bowiem mogły stanowić naturalną ochronę przed wiatrem.

Z tym wiatrem to bywało różnie, bo w zależności od obranego kierunku mialem go albo w plecy albo też w mordę. Fuerteventura jest wyspą stosunkowo płaską, ale zdarzały się spore podjazdy, wręcz ścianki – i takową spotkałem w drodze do Vallebron, na której minąłem parę kolarzy.

Na rynku w La Caldereta zrobiłem dłuższy postój na wszamę; był to typowy hiszpański ryneczek otoczony białymi zabudowaniami. Miałem wrażenie, że jestem na planie serialu Zorro.  Za miastem przecinając drogę FV-1, łączącą Corralejo z Puerto Del Rosario, zjechałem w teren, zwiedzając skaliste wybrzeże oceanu atlantyckiego. W powietrzu było czuć oceaniczną bryzę, powstałą z rozbicia fal o tamtejsze skały.

Za El Jablito byłem zmuszony wrócić na szosę. Parę kilometrów dalej nastąpiła totalna zmiana scenerii; z wulkanicznego na saharyjskie Parque Natural Dunas De Corralejo. 10km wzdłuż wydm, piasek na drogach oraz niestety wciąż silny i ciepły wmordewind.

 

Pętla nr 2: Corralejo – Majanicho – La Jares – Corralejo (~30km)

Po przerwie obiadowej obrałem kolejną pętlę, nieco mniejszą, ale równie ciekawą, bo przybliżającą mnie do klimatu jakże ciekawej wyspy. Pojechałem w stronę miasta – oczywiście drogą rowerową – zwiedzić stary port rybacki w Corralejo.

To, co najbardziej mi się podobało, to właśnie rozbudowana rowerowa infrastruktura, na której niezwykle rzadko można było spotkać piechurów.  Z portu rybackiego można było dostrzec 2 wyspy: Lobos i Lanzarote, do których kursowały regularnie promy. Za Corralejo znikają asfaltowe szosy i odtąd jechałem utwardzoną, wulkaniczną, “polną” dróżką. Wróciłem do szosy dopiero w Majanicho, skąd długą prostą drogą (Calle Malanicho) dojechałem do Lajares. Potem ścieżkami wróciłem do hotelowej bazy.

Na marginesie: żałuję, że nie starczyło czasu na dojazd do El Cotillo – podobno jest tam pięknie.

 

 

Obecność kolarzy

Osobiście nie dziwiła mnie obecność kolarskich grup, które w tym okresie przygotowały się do kolejnego sezonu wyścigowego. Może Fuerteventura nie ma takich walorów jak np. Lanzarote czy inne wyspy, to jednak na brak dobrej drogowej infrastruktury narzekać nie może. Praktycznie każde duże miasto miało sieć ścieżek rowerowych z prawdziwego asfaltu, barwionego na żółto bądź czerwono.

Wysoka kultura

Kolejna rzecz, która przykuła moją uwagę to niezwykle wysoka kultura miejscowych kierowców względem rowerzystów, ekip kolarskich czy ich samych. Miejscowy kierowca nie wyprzedza na trzeciego rowerzysty, lecz cierpliwie czeka na odpowiedni moment wyprzedzania. Z szacunkiem podchodzą do kolarzy, którzy z wiadomych względów są mile widzialnymi gośćmi na wyspie.

Podsumowując: Wrócimy tam jeszcze

Tygodniowy urlop na Fuercie sprawił, że mój pogląd na temat zagranicznych wycieczek (również rowerowych) zaczął się zmieniać. Dotąd stwierdziłem, ze Polska jako kraj może dużo zaoferować względem turystyki za dużo mniejsze pieniądze. Zdanie to dalej powstrzymuję, ale warto czasem wyskoczyć na drugi koniec Europy i odpocząć w dużo przyjemniejszych klimatach.

To, czego najbardziej potrzebowaliśmy to naładowanie akumulatorów na kolejne tygodnie zimy i chłodnej wiosny. Odpoczęliśmy z dala od internetowej cywilizacji przy drinkach, e-książkach i słonecznej (czasem upalnej) pogodzie.

Wrócimy na Wyspy Kanaryjskie, zapewne jesienią, gdy wyspa będzie nagrzana po upalnym lecie.

Hola!

Lifestyle
Po przerwie
Lifestyle
Muzyka na noc – Deep House
Lifestyle
Przed 23. finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
%d bloggers like this: